sobota, 11 stycznia 2014

Zmierzch, Belcia i Edłord

                                              TEMAT NAMBER TRI, FRi, czy jak tam coś.


                                Zmierzch, typowa fanka, bohaterowie.


Treść powieści nie da się ująć w żadne słowo – nawet kazanie księdza na plebanii w Hrubielowie ma więcej polotu i emocji. Otóż jest to powieść o parze siedemnastolatków przeżywających, jak dumnie głosi okładka wydania (najlepsza rzecz w całej książce), romans. Większość opisów jedynego na świecie Edzia jest wtórna. Co kilka stron możemy przeczytać, że raz wygląda jak młody bóg, raz jak pan i władca świata, oraz że ma Adonisowe ciało, oraz jest bardzo zimny(m draniem). Książka jest również ogromną kopalnią wiedzy. Możemy się z niej dowiedzieć takich rzeczy, jak:
- Żeby rozpędzić swój samochód tak, aby przejechać 2000 km w kilka godzin, wystarczy być wampirem.
- Zajęcia mężczyzn po czterdziestym roku życia składają się wyłącznie z pracy oraz oglądania meczu (który obejrzymy kiedy tylko chcemy, niezależnie od pory dnia). Raz na jakiś czas możemy odwiedzić naszego znajomego Indianina. Każde dni wolne natomiast przeznaczone są na łowienie ryb.
- Srebrne volva to najlepsze samochody rajdowe świata. Można nimi jechać 160 km/h po wiejskich drogach bez żadnej obawy o utratę przyczepności.
- Otrzymanie jednego chromosomu więcej nie znaczy, że masz Downa – sprawia, że zostajesz wilkołakiem (co właściwe, patrząc na Jacoba Blacka, na jedno wychodzi).
- Otrzymanie dwóch chromosomów (chociaż nikt nie wie, jaką drogą przybywają owe chromosomy) nie znaczy, że masz niezbadane jeszcze upośledzenie genetyczne – sprawia, że jesteś wampirem.
- 25% populacji Indian to wilkołaki.

Bohaterowie
- Bella Swan – amerykańska nastolatka przeprowadza się ze słonecznej Arizony do stanu bardziej popularnego niż poranne siusianie – do stanu Waszyngton. Tam wita ją ojciec, komendant policji w małej miejscowości. Nastolatka albo je śniadanie, albo robi obiad, zażywa marihuanę porannej/wieczornej toalety, tudzież spekuluje z przyjaciółmi w szkolnej stołówce. Od czasu do czasu popłacze w łazience. Jest tak obrzydliwie nudna, że w końcu zakochuje się w wampirze, który jest tak samo ciekawy i atrakcyjny jak jego wybranka – wiecznie blada choleryczka tęskniąca do słońca i piachu w zębach w słonecznej, banalnej Arizonie. Ciągle myśli o jednym i jest chora na serce.

- Edward "Edłord" Cullen – wybranek Belli. Ciało rodem z greckich rzeźb, siła mitologicznego Heraklesa, umysł Einsteina i tylko jedna wada... Pije krew. Szkoda... Krwawa Mary mu nie wystarczała. Wampir resocjalizowany, ludzkiej od jakiegoś czasu nie rusza. Do momentu, gdy pojawiła się bohaterka zajmował się polowaniem na zwierzęta i jazdą szpanerskim Volvo. Kiedy poznał Bellę jego życie wywraca się do góry nogami: więcej jeździ samochodem, przez 9/10 książki uprawia mdłe dialogi jak z ocenzurowanych harlequinów.

- Jacob "Dżejkop" Black – Indianin, zakochany w Belli (ale ona się w nim zakocha w Zaćmieniu, więc na razie jest to miłość jednostronna). By dowiedzieć się od niego, kto jest wampirem, a kto nie, wystarczy go poderwać. Typowy lachon (wyłączając bycie mężczyzną i noszenie się nie na różowo), latający sobie po Forks niczym ekshibicjonista z nagim torsem na wierzchu. Ma zajebistych kolegów, którzy gwiżdżą, śmieją się, skaczą z klifów (bo w La Push nie ma centrum handlowego!) i wyczyniają inne cuda, kiedy zanudza Bellę gadaniem o swoim starym samochodzie.

Jak rozpoznać fankę „Zmierzchu”
Miley też kocha Edzia

Jedyny, Boski Edward to bohater sagi książek dla sterowanych przez hormony nastolatek. Nowa wersja Księcia Z Bajki, do bólu idealny i perfekcyjny. Uwaga, wampir, acz łagodny jak statystyczne jagnię. Zakochany w do bólu zwykłej śmiertelniczce – Belli, z którą każda absolutnie niezwykła nastolatka nader chętnie się identyfikuje. Rocznik 1901, ale olśniewa urodą młodego greckiego boga Adonisa. Jeśli tego wszystkiego nie wiesz jesteś, w opinii każdej fanki, absolutnie zły!

Fanka „Zmierzchu” (właść. fanka Jedynego, Boskiego Edwarda) to:
- Rozchichotane zwierzątko w wieku od 11 do 111 lat, najczęściej płci żeńskiej, choć zdarzają się wyjątki, ale wyjątki płci męskiej także podpadają pod hasło „fanka”.
- Zawsze ma przy sobie jeden z czterech tomów Biblii – jeśli widzisz w jej dłoniach czarne, opasłe tomiszcze, które wygląda jakby parę osób solidnie je przeżuło (opcjonalnie wygląda jakby nigdy, przenigdy nie dotknęła go ręka profana), a na okładce widnieje biało-czerwono-czarny motyw o enigmatycznym przesłaniu, strzeż się – to może być fanka Twilight.
- Nagle zaczyna odróżniać marki samochodów, ale tylko Volvo, Mercedesa, BMW, Porsche i ewentualnie Astona Martina – bo przecież to może być ktoś z rodziny Jedynego, Boskiego Edwarda.
- Namiętnie używa truskawkowego szamponu do włosów, a na wszelki wypadek wszystkich innych truskawkowych kosmetyków, żeby pachnieć jak Bella (może zjawi się w okolicy Jedyny, Boski Edward i ulegnie jej kuszącej, truskawkowej woni?).
- Śpi przy otwartym oknie na wypadek, gdyby w nocy zjawił się Jedyny, Boski Edward.
- Na jej dłoni dynda kryształowe serduszko z automatu w supermarkecie (na znak całkowitego oddania Jedynemu, Boskiemu Edwardowi).
- Z upodobaniem moknie na lodowatym deszczu (przecież Jedyny, Boski Edward mieszka w takim deszczowym Forks).
- Każde zdanie zaczyna od gdyby Edward...
- Reaguje chichotem na: czerwone jabłka, słowo wampir, słowo wilkołak (choć może na nie z obrzydzeniem zmarszczyć nos), imię Edward pojawiające się w każdym kontekście (łącznie z nekrologami), zmierzch, nów, zaćmienie, świt (choćby wystąpiły w telewizyjnej prognozie pogody), truskawki i milion innych rzeczy, których się nie spodziewasz (bo Jedyny, Boski Edward zawładnął jej duszą i umysłem, więc kojarzy jej się z dokumentnie wszystkim).
- Uważa, że najbardziej HOT są: podkrążone oczy, chorobliwie blada skóra, lodowate dłonie i złote/czarne/czerwone (niepotrzebne skreślić) tęczówki oraz, oczywiście, kasztanowe włosy. Szczytem szczęścia byłoby świecenie się jak bożonarodzeniowa choinka, ale nikt nie jest doskonały (tylko Jedyny, Boski Edward jest).
- Na geografii wytrwale wpatruje się w mapę szukając: Forks, Port Angeles, Seattle, Portland, półwyspu Olympic, Jacksonville, Phoenix, Volterry, parku Denali na Alasce etc… (warto wiedzieć, gdzie bywa Jedyny, Boski Edward – kiedy już tam będzie z pewnością GO tam spotka).
- Nagle interesują ją wampiry, ale nie te z "Czystej Krwi" (one przecież są złe!).
- Oczywiście nie przyjmuje do wiadomości, że żadnego Edwarda nie ma. Jest tylko Pattinson.
- Prawdopodobnie pilnuje, żeby w domu nie było ani pół główki czosnku.
- Rysuje sobie czerwone jabłka, krzyże itp. na ciele. Czasem ma nawet taki tatuaż.
- Ma motywy „Zmierzchu” na telefonie, monitorze, plecaku, piórniku, nadgarstku, koszulce, poduszce, podpaskach (nazywają się Bella, czyż to nie urocze?), breloczku, włosach, długopisie etc.
- Przechodzi na głodówkę, bo przecież Jedyny, Boski Edward i jego rodzina nic nie jedli.
- Nagle polubiła patinsony (najlepiej marynowane) i tylko to je na obiad. Ewentualnie kaszankę (w końcu też krew).

Jeśli nadal nie jesteś pewien czy obiekt obserwacji jest fanką „Zmierzchu” podejdź i powiedz dramatycznym szeptem: Edward za tobą stoi! Jeśli zemdleje, masz pewność – niewątpliwie jest fanką Jedynego, Boskiego Edwarda. 



                                                                                             Cóż, tego niestety nie stworzyłam ja ;c



Polećcie mi jakieś blogi dzióbki  <3

środa, 8 stycznia 2014

Staruszki ze wściekizną, czyli Moherowe Berety

                                           Moje dzióbaski, kolejna notka !

Może najpierw podziękuje za przeczytanie tej "krytyki". Czy jak tam zwać.
Polecicie mi jakieś blogi z ubraniami czy opowiadaniami? ;* 
Chętnie zaobserwuje :)
Komentować, obserwować i takie tam.

                          Dość ogłoszeń parafialnych.

         Zaczynamy temat. A więc dzisiaj "Moherowe Berety"


                                              Wśród staruszek można rozróżnić dwa rodzaje. 
Pierwszy : Kochaną, miła, spokojną babulcie, z którą bez wstydu pójdziecie na spacer nie bojąc się, że po drodze napotkacie jakiegoś Metala, a wasza babcia najpierw pokropi go wodą święconą, zostawi swoją szczękę w jego ręce i przybije osikowym kołkiem na wampiry do drzewa. Dokładnie to zrobi drugi rodzaj. Czyli Moherowy Beret ( Odmianą tej istoty jest Toruński piernik). Nikt nie chce, aby taka osoba przysiadła się do nas w autobusie. Może wygląda na spokojną, ale to diabeł wcielony. Ma dokładny plan na zwabienie swoich ofiar. 
Najpierw przysiada się do was w autobusie, następnie zaczyna opowiadać o swoich dzieciach co się na Śląsk i do Norwegii rozjechały, że córka to ma dwie córeczki. Że tej jednej to ząbki szybko wyszły. Potem rozprawia o  swoich berecikowych koleżankach, jakie to one mało pobożne. 
Gdy tylko wsłuchasz się w to wszystko już po tobie! Dlatego szybko uciekaj. 
Wstań i ustąp jej miejsca, chociaż nie będzie narzekała "jaka ta młodzież teraz zdemoralizowana".

Mohery są nierozpoznawalne w  przedziale maj-wrzesień. Dopiero kiedy nadejdzie początek października wszystko się zmienia. Zaczyna wiać chłodem, a mohery wyciągają ze swoich umolowanych szaf futra i  BERETY.
Okrągłe, na czubku powiewa dzyndzelek. Zawsze uwielbiam patrzeć jak mohery biegną szybko pod ołtarz, żeby zdążyć do komunii (bo oczywiście nie zrozumieją, że nie zabraknie) i te dzyndzle tak bosko powiewają, niczym jak u faceta "Czy wiesz, że jadę na koniu? tyłlem". Tak właśnie biegnąc potrącają połowę kościelnej populacji. A w autobusie to nie mogą chodzić, z sił opadają.. 
W kościele to jeszcze nic! Gdybyście widzieli jak one biegną do radia, kiedy zaczyna się audycja księdza Rydzyka! (Chcę podkreślic, że nie mam tu na celu obrazić nikogo ani nic. A tym bardziej wiary)
Najchętniej w testamencie zapisałyby wszystko Rydzykowi, włącznie z działką, stodołą, własnymi dziećmi, kotem Burkiem i jego drapakiem.
Często noszą małe torebki, w których jakimś cudem mieszczą : Butelke wody święconej, kropidło, biblię (i to nie wcale tą wersje mini..), młotek, gwożdzie, lusterko samochodowe, kołek, kilof i łańcuch.
Osobiście znam mnóstwo moherów. Każdy zaczepia mnie i pyta "A mamusia to w pracy czy domu? A tatuś to gdzie pracuje. Co to za samochów u was stał wczoraj?" i wiele wiele innych pytań. 
Pamiętajcie, cokolwiek zrobimy i tak będziemy zdemoralizowani i rozpuszczeni.
Znam też jednego Mohera. Takk, mohera. 
Może nie wygląda, ale jego słowa są idealnie dopracowane : "Ty szatanie ty! Ty szatańskie nasienie!"
My ograniczamy się do wyzwisk typu "Ty debilu, idioto, pizgo, bo powiem pani". Hm..



Wydaje mi się, że ta notka jest trochę słaba ;xx Może za mało dopracowałam? ;x Przepraszam 

Btw. moglibyście mi podsunąć jakieś tematy? :))

wtorek, 7 stycznia 2014

Plastik is (not) fantastik.

             Witam gorąco w loży zawodowych szyderców!

Chciałabym na tym oto blogu opisać, skrytykować (Czyli to co typowy Polak robi najlepiej. No nie licząc robienia zakupów w biedronce i piciu piwa) to co nas najbardziej denerwuje, powoduje wilczą wściekliznę.

Komentujcie, piszcie jak mi się udało i OBSERWUJCIE moi drodzy! :)


                      No to zaczynamy!


       Bum! Temat pierwszy : Plastiki (nie chodzi o wyrób fabryczny. Chociaż w sumie to blisko im do tego)



Są wszędzie. W szkołach, galeriach, autobusach a już zwłaszcza w łazienkach publicznych, przyczepione do lusterka. Największym utrapieniem "normalnego" gimbusa i licealisty (Bawi mnie moment kiedy uczeń pierwszej klasy szkoły średniej naśmiewa się z gimnazjalistów zwanych gimbusami, kiedy niespełna parę miesięcy temu sam nim był.True) jest szkolna, klasowa wytapetowana lala.
Jak wygląda? Na twarzy, szyi, dekolcie i gdzie słońce zagląda położona musi być kilkuwarstwowa gładź szpachlowa w kolorze soczystej mandarynki.
Zapytana ile podkładu nałożyła odpowiada "to tylko tusz i korektor!"
No chyba pierwsza warstwa.
Cóż, usta zawsze "ponętnie" pomalowane różowym błyszczykiem.
Jej IQ nie jest większe od IQ banana bez skórki.
Ubrana często w landrynkowe ubranka, porusza się stadami.
Nie mam pojęcia czemu, ale zawsze mam chęć przynieść do szkoły worek tynku, dać takiej typiarze i powiedzieć "Masz, fluid ci kupiłam"..
Pamiętam sytuacje, kiedy wchodząc do publicznej toalety minęły mnie dwie takie laseczki.
nagle jedna zawołała "ej, chyba błyszczyk zostawiłam. Ee, nie ważne".
No i rzeczywiście zostawiła.
Z tym, że na lusterku w kształcie buziaczków..

Wydaje mi się, że to wystarczy na pierwszą notkę. Trochę inaczej niż w myślach, no ale cóż.
Komentujcie czy coś.

Kolejne notki bardziej dopracowane, buzki.